Portret użytkownika Redakcja

Kobieta na krańcu świata cz.2

Kobieta na krańcu świata cz.2

Zapraszam na drugą część rozmowy z Martyną Fedyk o jej pobycie i pracy w Australii jako masażystki.

Dla tych, którzy nie czytali pierwszej części rozmowy zapraszamy do lektury TUTAJ

 

Rafał Uryzaj (Serwis-Masażysta) : Jakie jest podejście klientów? Czego oczekują? Jakie masaże wybierają najczęściej?

Martyna Fedyk: masaż sportowy i leczniczy są najbardziej popularne w Australii. Często jeśli klient nie będzie trochę obolały na drugi dzień po masażu, wówczas nie wróci uznając, że nie ma żadnego efektu terapeutycznego i korzyści. Klienci oczekują wystawienia diagnozy i porad, a także informacji gdzie mają się udać na dalsze leczenie, jak często mają chodzić na masaże. Na początku  gdy zaczynałam masować byłam trochę wystraszona  i mówiłam żeby zapytali chiropraktyka lub fizjoterapeutę. Dlatego nie byłam zbyt popularna. Ważne jest, by słuchać tej drugiej osoby. Wydaje się to łatwe, ale zauważyłam, że wielu specjalistów ma z tym wielki problem. Należy dawać krótkie, jasne odpowiedzi i być pewnym siebie, ale nie aroganckim. Być miłym i dostosować się do klienta. Mój szef mi powiedział, że gdybym powiedziała komuś, że nie mogę mocniej masować, bo mam dzisiaj jeszcze 5 klientów, wyrzuciłby mnie za drzwi tego samego dnia. To jest coś niewybaczalnego. Klienci są bardzo ważni i muszą być usatysfakcjonowani. Inaczej nie wrócą.

R.U.: Jaki jest średni koszt masażu w Australii? Jak to relatywnie ma się do zarobków?

M.F.:Zarobki w Australii są znacznie wyższe niż w Polsce, jednak ceny usług przekładają się na ich wysokość. Obecnie najniższa stawka krajowa wynosi około 15.5 dolara australijskiego za godzinę, co daje jakieś niecałe 589 dolarów tygodniowo. Pensja jest wypłacana co tydzień. Średnia pensja przeciętnego Australijczyka, który pracuje na umowę, na pełen etat to około 800 dolarów tygodniowo. Tak jak wszędzie, są tacy, którzy zarabiają znacznie więcej i tacy, co zarabiają mniej. Tygodniowe  koszty wynajmowania pokoju jednoosobowego to 150 - 300 dolarow, jedzenie około 100-150 dolarów. Masaż waha się od 50 - 100 dolarów za godzinę, ale większość australijczyków ma ubezpieczenie z funduszu zdrowia, więc mają zniżkę na masaż, dentystę, chiropraktyka. U mnie w firmie za masaż płaci sie 95 dolarów za godzinę. Mam klientów, którzy płacą 20 dolarów, a resztę pokrywa fundusz. Warto wspomnieć, że w Sydney jest dużo szkół masażu, gdzie uczniowe mają praktyki i wówczas za jedna godzinę masażu płaci się 25-30 dolarów. Kiedy ja studiowałam w szkole, wszystkie godziny praktyk miałam wypełnione zapisami. Wówczas nawet najbiedniejsi australijczycy chodzą na masaż. Niektórzy są klientami szkół od ponad 20 lat. 

R.U.: Czy w Australii są stowarzyszenia masażystów?

M.F.: Tak. Najbardziej popularne to Australian Association of Massage Therapists (AAMT), Association of Massage Therapist ltd (AMT), do tego przynależę oraz Australian Traditional Medicine Society (ATMS)

R.U.: Każdy masażysta musi należeć do takiego stowarzyszenia?

M.F.: Tak, jeśli chce pracować w zawodzie.

R.U.: Jakie są wymogi bycia członkiem stowarzyszenia?

M.F.: Niezbędne jest posiadanie odpowiedniego certyfikatu z masażu, ukończony kurs pierwszej pomocy, wpłacona opłata za przynależność. Następnie zdobywa się ubezpieczenie na wypadek, gdyby się kogoś „uszkodziło” podczas masażu. Bez ubezpieczenia nie można wykonywać zawodu.

Ponadto żeby przynależeć do stowarzyszenia masażystów należy też sie dalej szkolić i zdobywać punkty tzw. „Continuing Education Units (CEUs)”.

Do zdobycia konieczne jest 100 punktów na rok. Stowarzyszenie daje opcje zdobycia tych punktów wysyłając informacje na temat jakie i gdzie odbywają się seminaria i ile punktów można na nich zdobyć.

R.U.: Orientujesz się jak wygląda nauka masażu w Australii?

M.F.: Szkół jest mnóstwo w Sydney i innych miastach Australii. Ja uczęszczałam do NSW School of Massage, gdzie ukończyłam Certificate IV in Massage. Tam nauka trwała 6 miesięcy. Ukończyłam również Diploma of Remedial Massage trwający rok. To, co było dla mnie zabawne to sprawa, że zagraniczni studenci by pozostac w kraju, muszą się uczyć, minimum 20 godzin tygodniowo i przez to, że język angielski nie jest ich pierwszym językiem, kładzie sie na nich większą presję i więcej oczekuje. Mogą opuścić tylko 2 lekcje w semestrze! Inaczej opuszczają Australię. W rezultacie muszą odbyć więcej praktyk. Australijczycy 5 praktyk w semestrze, a dwie mogą opuścić; zagraniczni studenci 12-13 praktyk w klinikach i tylko jedna może być opuszczona. Dzięki temu są lepszymi masażystami i klienci zawsze częściej o nich proszą.

R.U.: Jako polka musiałaś nostryfikować dyplom?

M.F.: Pyta pan, czy mogę pracować jako masażystka w Polsce z tymi dyplomami australijskimi? Nie mam pojęcia, prawdę mówiąc. Nie orientowałam się. Chyba by mnie sprawdzili praktycznie, ale mam już troszkę doświadczenia jako masażystka i pracuję z chiropraktykami, fizjoterapeutami, akupunkturzystami. Wszyscy są w jednym miejscu, więc chyba doświadczenie już ma duże. A jak rozmawiam z kolegami – masażystami w Polsce to w ogóle nie wiedzą, o czym gadam. Kiedyś rozmawiałam z koleżanką masażystką i powiedziałam, ze przyszedł do mnie klient z łagodną dystrofią twarzowo-lopatkowo-ramieniową (fascioscapulohumeral muscular dystrophy). Ona na to „Jezu, to on pewnie umierający!” Jako Polka z polskim dyplomem na pewno musiałabym tutaj zrobić dodatkowe kursy, nie uznaliby mi tylko wykształcenie z Polski. 

R.U.: Tęsknisz za życiem w Polsce? Nie myślę tutaj o rodzinie i bliskich tylko za życiem tutaj

M.F.: Nie bardzo. Ale tęsknię za polską tradycją i pierogami mamy. A także pogodą. Brzmi jak szaleństwo, ale tutaj w Sydney mamy bardzo gorące lato, często z deszczami. Jest wtedy parno i nie idzie oddychać. Tak jest przez około 3-4 miesiące, a pozostałe 8 miesięcy pada, jest ponuro i chłodno Zdecydowanie wole polską pogodę gdzie pory roku są wyraźnie oddzielone. Tęsknie też za śniegiem.

R.U.: Jakie plany masz na przyszłość? Wrócisz do Polski w przyszłości?

M.F.: Własny biznes po sponsoringu. Na pewno dodatkowe kursy, może studia. W lipcu odbędę kurs masażu niemowląt. Do Polski nie wrócę. Sytuacja, z tego co słyszałam zmienia się na gorsze. Polepszy sie moze za 50 lat. Ja nie mam tyle czasu.

Myślałam nad przeprowadzką do innego kraju w Europie.  Anglii lub Chorwacji. Myślałam też nad  Nową Zelandią lub Perth. To inne miasto w Australii gdzie pogoda jest lepsza.

R.U.: Życzę Ci w takim razie aby wszystkie Twoje plany ułożyły się po Twojej myśli i dziękuje za ciekawą rozmowę.

Martyna w jednym z maili napisała mi też jak wygląda relacja z klientami kiedy sprawdza się rezultaty terapii po jakimś czasie. Zwykle jest to 6 miesięcy.

Martyna: najbardziej interesująca kwestia jest taka, że po 6 miesiącach rezultaty niektórych osób nie są takie jakby tego oczekiwały. Mają wówczas ochotę zwalić winę na mnie i zrezygnować z masaży. A ja wtedy zadaję im pytania: jak myślisz, dlaczego tak jest?

-Nie mam pojęcia - odpowiada osoba. I zaczyna sie wywód: 

- Cierpi pan na częste skurcze, drętwienie łydek. Dałam panu ćwiczenia rozciągające - czy robił je pan? 

- Tak!

- Jak często?

- 2 razy w tygodniu

- Tylko dwa razy? Co ma pan napisane w sprawozdaniu wyników?

- Hmm. No że mam robić ćwiczenia codziennie albo co najmniej 4-5 razy w tyg.

- Właśnie. Ile litrów wody miał pan na dzień?

- 1,5l

- Odwodnienie może prowadzić do zwiększenia szansy skurczy i drętwienia. Należy spożywać 1l wody na każde 25kg masy ciała. Pan wazy 75kg, co oznacza, ze spożywa pan o 1,5l wody za mało. Czy bierze pan magnez na wsparcie mięśni?

- Przestałem.

- Więc wróćmy do początku: nie rozciąga sie pan tyle, ile trzeba, nie pije pan wody, nie bierze pan magnezu by wspomóc regeneracje mięśni. Ja mogę pana wspomóc, ale raz w miesiącu to za mało, jeśli pan sam sobie nie pomoże. Więc może pan zacząć stosować się do moich wskazówek i widzieć mnie raz w miesiącu. Sprawdzimy pana za kolejne 6 miesięcy albo może pan nic nie robić, ale przychodzić na masaż raz w tygodniu. Wybór należy do pana….

 

Takie podejście mi osobiście bardzo się podoba. To terapeuta ustala plan pracy terapeutycznej, a nie marudzący i oczekujący cudów za nic pacjent. Świetnie, że taki przykład się pojawił, bo słyszałem nieraz historie o pacjentach wchodzących na głowę i ustalających samodzielnie terapie… Terapeutom w Polsce brakuje jeszcze czasem pewności siebie aby powiedzieć STOP i utemperować takie zapędy. Mam jednocześnie nadzieje, że świadomość pacjentów i terapeutów będzie zmierzać właśnie w takim kierunku gdzie to co powie masażysta będzie święte i oczywiście trafne. Póki co ludzie traktują tak tylko lekarzy, a nas masażystów traktują jako druga kategorię. Czas to zmienić i każda jedna osoba powinna do tego dążyć.

To takie moje przemyślenia na koniec.

Pozdrawiam

Rafał Uryzaj

 

Podobne tematy:

Kobieta na krańcu świata - Islandia

  • w górę
    100%
  • down
    0%