Portret użytkownika Redakcja

Kobieta na krańcu świata cz.1

Kobieta na krańcu świata cz.1

Tytuł poniższego tekstu nawiązuje do popularnego programu telewizyjnego, którego gospodarzem jest Martyna Wojciechowska, podróżująca w różne zakątki świata.

My w pewien sposób też zawędrowaliśmy na koniec świata, bo aż do Australii i również z Martyną.

Martynę poznałem na jednych ze szkoleń prowadzonych przeze mnie. Okazało się, że pierwszy rsz od 3 lat przyjechała odwiedzić rodzinę z odległej Australii i trafiła na szkolenie właśnie do nas :) Podczas kursu rozmawialiśmy dużo na temat masażu, jego sytuacji w Polsce i Australii. Udało mi się namówić Martynę do rozmowy na łamach naszego portalu aby przybliżyć Wam nieco realia i życie masażysty w Australii.

Zapraszam zatem va pierwszą część rozmowy:

Rafał Uryzaj (Serwis-Masażysta): Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Australii?

Martyna Fedyk: Już w wieku 18 lat wiedziałam, że nie będę mieszkać w Polsce – zawsze ciągnęło mnie gdzieś dalej. Uważam, że jako Polacy mamy wspaniałą kulturę, tradycję i historię; niestety, na tym nie da się zbudować przyszłości. Ludzie w Polsce wydają więcej na życie niż zarabiają. Idą na studia, po których nie znajdują pracy tylko wyjeżdżają do Irlandii czy Anglii pracować np. w barze. Młodzi ludzie uciekają z kraju nie za pracą lecz za lepszymi warunkami życia. I ja też uciekłam. Poza tym masaż i medycyna alternatywna w Polsce jeszcze nie jest aż tak popularna. Polacy cały czas wybierają leki zamiast naturalnych środków dla poprawy zdrowia.

R.U. : Czy zanim wyjechałaś pracowałaś w Polsce też jako masażystka?

M.F.: Nie. Kursy ukończyłam w Sydney i dopiero wtedy zaczęłam pracować w zawodzie.

R.U.: Łatwo znalazłaś tam pracę?

M.F.: Jakąkolwiek pracę można w Australii bardzo łatwo znaleźć przez internet w parę dni, a nawet godzin po przyjeździe. Ogłoszenia pracy na najpopularniejszych stronach pojawiają sie co sekundę. Na niektórych można sie zalogować, wybrać konkretny specyficzny zawód i codziennie otrzymywać oferty na pocztę internetową.

Jeśli chodzi o masaż warto być członkiem stowarzyszenia masażystów. Jeśli jest się uczniem szkoły masażu,  wystarczy skorzystać z tablicy szkolnej na której są wywieszane ogłoszenia lub poprosić nauczycieli, dyrektora o pomoc. Są wspaniali i chętnie pomagają uczniom.

R.U.: Czy jesteś w stanie powiedzieć czym różni się specyfika pracy masażysty w Polsce i Australii?

M.F.: Żeby odpowiedzieć na to pytanie muszę najpierw opowiedzieć jakie są moje doświadczenia z masażem w Polsce.

Pierwszy masaż w życiu otrzymałam od masażystki mojej mamy (przed wyjazdem do Australii), która posiada małą klinikę w mojej miejscowości niedaleko Poznania. Masaż trwał 45 min. Nie przeprowadzono ze mną żadnego wywiadu, nie zadano mi żadnych pytań (za wyjątkiem, które partie ciała bolą mnie najbardziej). Nie zapytano także czy preferuje mocny czy lekki masaż. Wymasowana zostałam cała, ale bardzo pobieżnie. Nie miałam żadnego doświadczenia z masażem więc myślałam, że tak ma być. Ta Pani jest bardzo znaną masażystką i zapisywać się do niej należy z dużym wyprzedzeniem.

Moja mama miała problemy ze zdrowiem więc masaże miała wykonywane bardzo często w szpitalach, sanatoriach przez wielu terapeutów. Nikt nigdy nie zapytał jej o wcześniejsze doświadczenia z masażem, preferowany nacisk, przebyte choroby, jaki jest powód, dla którego korzysta z  masażu. Kiedy prosiła o mocniejszy nacisk, masażystka mówiła, że nie może ponieważ ma jeszcze 5 klientów tego samego dnia. Często zabiegi wykonywane były przez masażystę-fizjoterapeutę z kilkuletnim doświadczeniem i nie była ani trochę usatysfakcjonowana.

Moja babcia również chodziła na masaże (problemy z biodrem) na skierowania refundowane przez NFZ. Masaż miał trwać godzinę, kończył się po 20 minutach. Kiedy prosiła o masaż górnej części pleców, bo czuła sie tam spięta, masażysta odpowiedział, że tego nie potrzebuje i że na skierowaniu od lekarza ma wpisane tylko biodro.

Nie wiem jaka jest sytuacja w Polsce w tej chwili, ale jeśli nic się nie zmieniło, to polski masażysta nie przetrwał by miesiąca w Australii.

Zacznijmy jednak od początku:

Australijczycy to bardzo wysportowany naród dbający o zdrowie. Naturalna medycyna (chiropraktyka, masaż, akupunktura, dietetyka, kinezjologia, osteopatia, itd.) jest na porządku dziennym. Wielu ludzi unika brania leków czy poddawania się operacji. Jeśli chodzi o masaż, konkurencja jest olbrzymia. Na prawie każdej ulicy w Sydney można skorzystać z masaży: relaksacyjnych, głębokiego, sportowego, chińskiego, tajskiego, akupresury stóp, gorącymi kamieniami, czy dla kobiet w ciąży... i to wcale nie jest nic specjalnego lub oryginalnego. Nikt nie robi szału, wykonując dobry masaż przy fajnej muzyce, z olejkami eterycznymi, pytając klienta o preferencje uciskowe i będąc super miłym. Jeśli chce się być popularnym trzeba bez przerwy się kształcić i douczać. Dodatkowe kursy masażu, marketingu, porozumiewania sie z klientem, seminaria z urazów sportowych i wiele innych – jednym słowem masażyści w Australii często wykonują podobną pracę do fizjoterapeuty, może nie aż tak zaawansowaną, udzielając klientom informacji na temat rehabilitacji, prawidłowego odżywiania, wysyłając dalej do innych specjalistów i informując ile czasu potrwa leczenie.

Moja mama zdaje sobie sprawę z tego, jakie są korzyści z regularnego masażu i chodzi na masaż co najmniej raz w miesiącu. Kiedy rozmawia o tym z sąsiadami, znajomymi, nie reagują oni tak entuzjastycznie. Wolą kupić nowe buty niż być wymasowanym. Masaż cały czas jest uznawany jako luksus, na który tylko nieliczni mogą sobie pozwolić lub korzystają z masaży refundowanych przez NFZ. W Australii z masażu korzystają wszyscy;  głównie ludzie w wieku od 30 do 40 lat, ale też ludzie starsi i dzieci. Klientom nie trzeba specjalnie mówić, by korzystali regularnie z masażu co miesiąc – wiedzą o tym jak również o tym, by regularnie ćwiczyć czy to wybierając trening z trenerem na siłowni, bieganie, pływanie, kolarstwo, jogę czy pilates jako najpopularniejsze formy aktywności. Z ponad 1000 klientów, których wymasowałam może 3-5 nigdy nie korzystało wcześniej z masażu. Jestem w stanie zrozumieć, że australijczycy mogą sobie bardziej pozwolić na takie rzeczy, bo ich na to stać. Jednocześnie uważam, że wszystko zależy od priorytetów danej osoby. Miałam klientów, którzy przychodzili na masaż tylko kilka razy i mówili, że nie mogą sobie pozwolić na regularne leczenie. Masaż i  chiropraktyka raz w miesiącu to koszt ok. 160 dolarów. Jeśli ktoś jest ubezpieczony, wychodzi to w zależności od rodzaju funduszu czasem ponizej 100 dolarów i uważa, że to jest zbyt duże poświęcenie. Tym samym słyszałam od nich, że byli na niezłej imprezie w sobotę i bawili sie całą noc, stawiając sobie i innym drinki (koszt jednej imprezy to średnio ponad 150 dolarów, często nawet 300-500.

Innym razem miałam kobietę na stole, która nie miała męża, za to aż 3 dzieci. Przychodzi regularnie na masaż raz w miesiącu i chiropraktykę 2 razy w miesiacu. Wszystko zależy od tego co dla kogo jest ważne. A tutaj od tego są masażyści, by nauczyć ludzi, że wybór należy właśnie do ludzi. Nikt sie tutaj nie waha powiedzieć: ‘może pan przychodzić raz po raz, kiedy sie pan naprawdę źle czuje i nigdy nie będę w stanie pana wyleczyć, jeśli się pan kompletnie nie poświęci. Będzie miał pan ten problem przez kolejnych 10-50 lat. Albo może pan przychodzić tutaj co 2 tygodnie przez 6 miesięcy, wykonywać ćwiczenia i zostać wyleczonym.

Wybór należy do pana. Znam masażystów, którzy mówią wprost: albo wykonuje pan ćwiczenia i podchodzi do tego poważnie, albo może pan zacząć szukać innego masażysty.

Masaż nie może się odbyć bez odpowiedniej konsultacji (bez niej można nawet stracić przynależność do stowarzyszenia, wszystkie masaże są zanotowane). Klient wypełnia formularz odpowiadając szczegółowo na pytania. Masażysta w trakcie konsultacji stara się zdobyć wszelkie potrzebne informacje na temat klienta. Później odbywa się sprawdzanie sylwetki, testowanie mięśni by sprawdzić, które mięśnie są słabe czy spięte dzięki czemu masaż może się koncentrować na tych partiach. Wzmacnia się ich stabilność, elastyczność i siłę. Następnie wyjaśnia się klientowi na czym skorzysta najbardziej. Czy masaż będzie mocny, które partie ciała będą poddane zabiegowi  i co prawdopodobnie powoduje dolegliwości, jaka kontuzja nastąpiła itd. W trakcie masażu klient pytany jest o nacisk, czy mu odpowiada, czy wymasować inne partie. Stosuje się również techniki rozciągające przy konsultacji z osoba poddawana zabiegowi. Po masażu wystawia sie diagnozę i informuje się tę  osobę ile czasu zajmie wyleczenie, co musi zrobić by najszybciej otrzymać pozytywne wyniki. Na przykład ćwiczenia, zapisanie sie do chiropraktyka, zmiana diety, suplementy, itd.  Zapisuje się osobę zaraz na następny tydzień. Dzień po masażu dzwoni się do klienta by zapytać jak się czuje i czy ma jakieś pytania. Na następny masaż przygotowuje się sprawozdanie. Nie wiem jak to opisać panie Rafale – my to tutaj nazywamy report of findings czyli  dokładny opis problemu, wszystkie wskazówki, polecenie innego specjalisty w okolicy, ćwiczenia rozciągające i wzmacniające w zależności od problemu, suplementy które by pomogły w leczeniu, co zrobić w sytuacji kryzysowej; czyli przykładowo przy zapaleniu mięśnia aby użyć lodu, przy nadwyrężeniu mięśnia – ciepła oraz podajemy numer telefonu masażysty. Opisujemy  wszystkie aspekty życia danego klienta które mają zły wpływ na leczenie takie jak:
fizyczne np. praca, zła postawa, poprzednie kontuzje, nadwaga, złe nawyki snu, przebyte operacje, ruchy powtarzajace się, nadmierne używanie jakiś mięśni, itd.,

biochemiczne np. kiepska dieta, odwodnienie, przyjmowanie leków, bycie narażonym na toksyczne środowisko i zanieczyszczenia, picie alkoholu, kawy, spożywanie przetworzonej żywności, itd.,

emocjonalne np. stres, problemy w relacjach ludzkich, utrata bliskiego, zmiana mieszkania, ciąża.

Zawsze pokazuje się ćwiczenia by upewnić się, że będą one wykonywane poprawnie. Później dana osoba przychodzi na masaż regularnie i co 6 miesięcy sprawdza się czy nastąpiła poprawa. Sprawdzenie następuje poprzez wywiad, testowanie mięśni, sprawdzanie sylwetki, skali bólu, itd. Nie każdy masażysta tak postępuje rzecz jasna. Jednak przy Akim postępowaniu  tacy specjaliści mają zazwyczaj zapisanych ludzi z miesięcznym wyprzedzeniem i są bardzo popularni.

Kiedy byłam ostatnio w grudniu 2012 na wakacjach w Polsce i masowałam mamę, często mówiła mi ona, jak zaskoczona jest, że tyle sie nauczyłam przez dwa lata i że nigdy nie była tak masowana. Wspomniała, że tutaj nikt nie używa takich technik albo nikt nie masuje jednego specyficznego mięśnia, nawet ludzie z 10 letnim doświadczeniem. Na kursie w szkole często byłam zaskoczona, ile rzeczy można zrobić na kliencie – masować klienta kiedy leży on na boku – mięśnie pod ramieniem, wewnątrz nogi, brzuch, mobilizować stopę czy miednicę poprzez specjalne wkładki, odblokować zatoki,  rozciągać klatkę piersiową, a nawet z gumową rękawiczką kciukiem rozluźniać mięśnie szczęki. I to wszystko na zwykłym, półtora rocznym kursie masażu. Kiedy rozmawiałam z moja kolezanka która robi kurs masażu w Polsce, powiedziala mi ona, że nikt nie lubi masować pośladków i rzadko kto to robi, bo jest to dosyć niekomfortowe i dziwne. Albo że nie wie, jak masować na boku bo boi sie, że ręcznik moze spaść z klienta i można zobaczyć za dużo. Albo jak rozplanować masaż by na wszystko był czas. A dla mnie te rzeczy są na porządku dziennym. Prawdę mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio NIE masowałam pośladków i mięśni wspierajacych miednice.

R.U.: Tutaj się wtrącę Pani Martyno. Rzeczywiście nauka masażu w Polsce nie jest na takim poziomie jak w Australii jednak krzywdzące jest mówienie, że nikt nie pracuje w taki sposób. Sam pracuje w formie deep tissue massage i często skupiam się na pojedynczych mięśniach. Pracuję na taśmach powięziowych, na mięśniach żwaczach również od strony jamy ustnej, pracuje w różnych pozycjach ułożeniowych i tego też uczę swoich kursantów.  Także nie demonizujmy PolskiJnie jesteśmy aż tak zacofani. To zależy od ciągu do wiedzy i chęci jej pogłębiania. A to jest możliwe w Polsce.

M.F.: Przepraszam jeśli uraziłam. Moje doświadczenie z masażem opiera sie głównie na moim pojedynczym doświadczeniu i doświadczeniu moich bliskich. Moja mama naprawdę była masowana przez ponad 20 różnych ludzi i nie była zadowolona. Widocznie miała pecha. Podobno w Polsce jest nieco trudniej - słyszałam od kolegów, że pracują w spa gdzie najtańszy masaż jest za 100 zł, a oni z tego maja 30 zł. Też sie nikomu nie chce pewnie za bardzo starać, jeśli ledwo stać na przeżycie aczkolwiek ja kocham swój zawód i 30zł czy 100zl nie robi mi różnicy, bo lubię swoich klientów i to co robie. 

Inna sprawa - z tego co mi pan mówił, ukończył pan fizjoterapie. Nic wiec dziwnego, ze zna pan te wszystkie techniki. Też pan wygląda na kogoś, kto ma w sobie pasje i miłość do masażu więc zawsze będzie sie pan uczył nowych rzeczy. Nie wiem czy normalne kursy masażu w Polsce wyglądają jak to co robimy. I chodzi mi tez w dużej mierze o traktowanie/uczenie samego klienta. 

R.U: Nie zostałem urażony. Cieszę się, że w tej rozmowie padło takie stwierdzenie z Pani strony bo rzeczywiście w wielu krajach dobrze rozwiniętych świadomość o tym co się dzieje w Polsce jest właśnie taka. Jednak to, że skończyłem fizjoterapię to nic nie znaczy bo na studiach mnie tego nie nauczyli… takie są realia jak Pani pisała. Także ważne kwestie są podjęte w tej rozmowie. Trafiałem na świetnych nauczycieli, którzy wiedzę czerpali zagranicą i to owocowało. Ja chcę w przypadku nauki również w ten sposób przekazywać wiedzę i kształtować świadomość. Na pewno się to zmieni potrzeba tylko ustawodawstwa w Polsce którego jak dotąd nie ma. W przypadku Australii pozostaje nam tylko patrzeć i zazdrościć.

M.F.: Chciałabym też wspomnieć, że w Sydney jest bardzo dużo masażystów, którzy nie mają dyplomu, głównie Azjaci, nie mówią po angielsku. Ich usługi są często bardzo tanie. Tajki mają bardzo zła opinię, oferując masaż także z usługami seksualnymi. Ci nie mają jednak żadnych stałych klientów i biznes często podupada. Spa są dosyć popularne, ale tylko najbogatsi z nich korzystają. Najsławniejsze Spa, na które w miarę można sobie pozwolić to Endota Spa.

Koniec cz.1 rozmowy z Martyną Fedyk.

Na część 2 zapraszamy TUTAJ

Rozmawiał Rafał Uryzaj (Serwis-Masażysta)

 

Podobne tematy:

Kobieta na krańcu świata - Islandia

Kobieta na krańcu świata - Meksyk

Kobieta na krańcu świata - statek marzeń

  • w górę
    50%
  • down
    50%

Komentarze

Portret użytkownika Marcin Banasiński

... no coż, musimy  z Polski

... no coż, musimy  z Polski zrobić Austrialię. Mnie się już podoba. W innym komentarzu padło stwierdzenie, że fajnie by było, żeby stworzyć kierunek licencjata z masażu. W jeszcze innym komentarzu, ktoś poruszył kwestię stowarzyszenia. Zaczniemy jako serwis powoli działać. Dwa ciekawe kierunki owego działania - studia MASAŻ i stowarzyszenie MASAŻ ...

  • w górę
    50%
  • down
    50%
Portret użytkownika wybolek

Jestem jak najbardziej za

Jestem jak najbardziej za stowarzyszeniem techników masażystów, fizjoterapeuci od wiele lata mają swoje stowarzysznie więc czas na masażystów. 

Podpisuje się pod tym :)

  • w górę
    50%
  • down
    50%
Portret użytkownika garuda

Jestem jak najbardziej ZA

Jestem jak najbardziej ZA stowarzyszeniem masazystow - czas powoli cos zmieniac w tym chorym mentalnie kraju. Pozdrawiam.

  • w górę
    50%
  • down
    50%
Portret użytkownika Maciej

"Techników masażystów" To ja

"Techników masażystów"
To ja założę chyba inne stowarzyszenie, gdyż nie jestem akurat technikiem, a po prostu dyplomowanym masażystą, zdającym swego czasu egzamin przed 3 osobową państwową komisją egzaminacyjną.

 

Odnośnie Australii i wywiadu. 
No bardzo ładnie to wszystko wygląda, prawie jak w bajce.
Ale ..., Pani Martyna nie może porównywać warunków polskich, jak i polskich zabiegów mając tak naprawdę małe doświadczenie z naszego kraju. Po za tym czy ktoś w Australii był na masażu u niezrzeszonych i niekoniecznie Azjatów, bo na pewno jest ich sporo - ciekawe jak u nich wyglądają standardy? Z tego, co czytam wnioskuję, że Pani Martyna nie była. (to tak dla ściągnięcia troszkę na ziemię) ;)

 

U nas jest po prostu duża różnorodność poziomów, z mojego doświadczenia (bo korzystam) niekoniecznie wynika ona z wykształcenia masażysty, a ze zrozumienia tego, czym się zajmują, intuicyjnego i poważnego podejścia do tego co robią i kim się opiekują w swojej pracy.
Więc w moim przekonaniu ważniejsze są szkolenia ze sposobu pracy z pacjentem/klientem, jako opiekun, niż nauka ciągle pojawiających się "nowych" (specjalnie w cudzysłowie) technik, które nic nowego nie wniosą w finalny stan zdrowia pacjenta.

Nie zrozumcie mnie źle, ale czy praca z powięzią będzie według metody Zdziśka czy Zenka to pacjent dalej będzie stał i czuł się z boku, a dobór technik bez własnej intuicji nie będzie miał znaczenia.

  • w górę
    50%
  • down
    50%
Portret użytkownika Bodyworker

Bardzo ciekawy artykuł. Warto

Bardzo ciekawy artykuł. Warto poznać pracę w innych regionach Świata. Bo nie wszędzie być możemy. Oczywiście że jest inny poziom edukacji w Australii niż w Polsce. Napisałem inny, co nie oznacza gorszy! Akurat koresponduję także z osobami w Australii, jedną w Melborne i dwóch mniejszych miast. Koleżanka jest nauczycielem/wykładowcą właśnie po pierwszej polskiej szkole medyku (technik fizjoterapii czy masażu nie jestem teraz pewny). To trochę taka rozmowa kto chodzi i ile na masaże w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu a kto w "Pcimisiu Dolnym". Co to za regularność raz w miesiacu do masażysty i 1-2 do osteopaty? Mam, podobnie jak wielu znajomych którzy w Polsce korzystają z zabiegów razy w tygodniu, a żeby zatrzymać swoje stałe godziny niektórzy są gotowi zapłacić z góry, bo to świętość. smileyTak więc bywa różnie. Nie da się tego porównywać, ale warto poczytać jak jest gdzieś indziej. Jednak uważam, iż przede wszystkim warto się skupić na pozytywnych przykładach. To zresztą kwestia raczej środowiska niż kraju. W każdym bądź razie realizacji programów edukacyjnych. Poza tym USA, Australia, UK czy Nowa Zelandia, mają swoją specyfikę. Z tego co wiem, ostatnio masaż dostał tam popalić z uwagi na zbyt liberalne podejście do wszelkich sprawdzonych i mniej sprawdzonych metod naturalnych oraz spa. To odbiło się rykoszetem w profesjonalny masaż. Temat rzeka. No może przy okazji zapytajmy ile kosztują szkoły w Australii cool U nas te państwowe idą z kieszeni podatnika. Coraz mocniej też widzimy rozbieżność pomiędzy stopniem realizacji programu w szkołach państwowych, czasem szokująca rozbieżność. Także miałem myofascial release, tp, po kinesiology czy nawet podstawy polarity therapy w programie szkoły, tyle że 20 lat temu surprise Nagminnie słyszę ostatnio narzekania na poziom edukacji masażystów w Polsce. Ale jak sprawdzama kolejne oferty szkoleń, to coraz więcej jest zarezerwowanych już tylko lub przede wszystkim dla fizjoterapeutów, osteopatów czy lekarzy. W Polsce jest jakaś dziwna polityka, maniera w tym względzie. Powiem to wprost: zarysowuje się taka polityka, po co zapraszać dyplomowanych masażystów na szkolenia bezpośrednio, jak można się wpierw nauczyć a potem zarabiać na nich podczas szkoleń. Czy tak to ma wyglądać? Rozumiem, że nie wszystkie kursy są w szkole, w programie, to zrozumiałe, uczymy się całe życie. Ale mam na myśli fundamentalny program. Jak ktoś ma w programie np. manualny drenaż to niech to ma, jak mu się obiecuje podstawy powięziówki, to niech to ma. Itd. Jak w programie technika masażysty jest też program zagadnień masażu relaksacyjnego i pielęgnacji, to niech to ma, a nie ograniczanie się do jednodniowych warsztatów z masażem kamieniami i bambusikami. 

Ale z drugiej strony do tego muszą być zaangażowane obie strony, także uczniowie/słuchacze/studenci i chcieć coś wiecej niż podstawową realizację programu. W USA, UK, Kandzie podejrzewam, iż także w Australii nauka sporo kosztuje, za tym idzie także pragmatyzm w nauczaniu.

Co do samych programów i praktyki. Kilka lat temu pisałem artykuł do jednego z australijakich magazynów. Ale był trochę problem z edycją. Dlaczego? Bo redakcja nieco okroiła artykuł, był zbyt naukowy. Poza tym pisałem o czymś co było problemem proceduralnym w Australii. W sumie został tylko krótki artykuł poglądowo. Jakby ktoś chciał zerknąć. Summer 2006: http://www.bodywork.com.pl/wp-content/uploads/2009/08/Applying_massage_to_Aesthetic_Medicine_and_Pla...

Natomiast bardzo miło wspominam współpracę z tamtejszą redakcją i reakcje na artykuł. Sympatyczni ludzie.

Ale co ciekawe, korespondencja się urywała zawsze w tym samym miejscu. Kiedy respondent załapał, że nie rezydyję w Australii, ale w Polsce :). Bardzo mnie to bawiło, bardzo.

No i jeszcze jedna uwaga. W ostatnich latach w Polsce kompletnie edukacja została rozregulowana przez dotacje i strony z dyskantem na szkolenia i zabiegi. Ale przypomina mi się kwintesencja jednego z wykładowców z ostatniej konferencji:

"Powinniśmy stosować produkty wysokiej jakości i bezpieczne nie dając się skusić niską ceną".

"Gorzki smak marnej jakości pozostanie długo po tym, jak słodycz niskiej ceny jest zapomniana"

Benjamin Franklin.

No to teraz popatrzcie na te cenniki szkół, kursów w Australi cool

  • w górę
    100%
  • down
    0%