Udostępnij

Ruszyło coś na kształt lawiny po interwencji w Polsacie. Spływają do nas gratulacje, na forach krążą pochwalne komentarze. To wszystko nic. To dopiero stożek góry lodowej i na tym nie możemy spocząć. Cieszymy się jednak, że zaczynacie mówić o pewnych kwestiach otwarcie, głośno i odważnie. Taki właśnie był wczorajszy mail który otrzymałej od pewnej dziewczyny, której dane celowo nie zostaną zdradzone. Oto wiadomość (zostawiam oryginalną pisownię):

Dzień dobry,

Ruszyło coś na kształt lawiny po interwencji w Polsacie. Spływają do nas gratulacje, na forach krążą pochwalne komentarze. To wszystko nic. To dopiero stożek góry lodowej i na tym nie możemy spocząć. Cieszymy się jednak, że zaczynacie mówić o pewnych kwestiach otwarcie, głośno i odważnie. Taki właśnie był wczorajszy mail który otrzymałej od pewnej dziewczyny, której dane celowo nie zostaną zdradzone. Oto wiadomość (zostawiam oryginalną pisownię):

Dzień dobry,

Długo myślałam na tym, czy napisać tego maila i w zasadzie chciałam to zrobić za pół roku…. jak skończę ostatni semestr w policealnej szkole masażu, ale temat jakości szkoleń, kursów i szkół masażu jest teraz na świeczniku więc napiszę teraz to, co od dawna mnie gryzie. Po pierwsze chciałam podziękować Panu oraz kilku innym pasjonatom (np. chłopakom z „Projekt Masaż”) za to co robicie, za to że dostarczacie inspiracji i „ciągniecie” za sobą osoby takie jak ja, żeby się uczyć, patrzyć szeroko na człowieka i ciągle się doskonalić. Miałam na studiach możliwość wybrania specjalizacji związanej z szeroko pojętą odnową psychosomatyczną, ale stwierdziłam że najpierw chciałbym zostać technikiem masażu a potem szkolić się dalej w tej dziedzinie. Traktowałam studium jako „bazę”, na której oprę swoją dalszą naukę. Chciałam wiedzieć co i jak, gdzie co z czym jest powiązane i jak tu się zabrać za człowieka….człowieka w całości a nie tylko jakąś jego cześć do masowania. Wychodziłam z założenia, że jeśli ktoś bardzo chce to nie ważne do jakiej szkoły pójdzie, to się nauczy „bo przecież on strasznie chce”, stara się,czyta, szuka i chce tylko aby ktoś mu wskazał drogę, naprowadził, wytłumaczył, pokazał. Nie jestem typem który oczekuje, że wiedza zostanie podana mi na tacy. Jedyne co oczekiwałam to, to co napisałam wyżej. Tym bardziej, że w dziedzinie masażu nie da się nauczyć czegoś na pamięć, wykuć schematów. Trzeba to poczuć … i ja właśnie chciałam i miałam nadzieję, że ktoś mnie tego „czucia” nauczy…

Zapisałam się. Mieszkam w Krakowie, duże miasto gdzie szkół masażu jest kilka, jak nie lepiej. Wybrałam jedną ze szkół, której tryb pozwala mi na pogodzenie jej z pracą. Nie będę zdradzać jej nazwy, ale to szkoła policealna należąca do tzw. centrów edukacji. W ŻYCIU NIE CZUŁAM SIĘ BARDZIEJ OSZUKANA! Na wstępie muszę powiedzieć, że mimo wszystko chcę ją skończyć bo ciągle wierze (być może naiwnie), że skoro ja tak bardzo chce i mi zależy to ja się nauczę…choćby sama w domu, druga sprawa jest taka, że nie ze względów na pracę nie znalazłam innej szkoły, z którą mogłabym ją pogodzić. A teraz do rzeczy, czyli o jakości kształcenia:

Wydawać by się mogło, że podstawą będzie wiedza z anatomii. I to jest moja największa bolączka dotycząca tej szkoły. Pierwszy rok miałam anatomię z…położną. Rok „uczyliśmy” się o układzie rozrodczym. Na nasze sugestie o tym, że mija już rok a my kulejemy z anatomią, nie było odzewu… ani ze strony prowadzącej, ani dyrekcji szkoły. Nie wytrzymałam i powiedziałam to co leży mi na sercu. Zrobiła się awantura, pani zrezygnowała z pracy. Szkoła olała sprawę, a następną anatomię mieliśmy pod koniec 3 semestru gdyż nie było nauczyciela. Przyszła pani kulturystyka i może zacytuję: „w zasadzie to nie wiem co mam państwu przekazać… mnie interesują 3 mięśnie: biceps, triceps, i pośladkowy większy… o nich mogę opowiadać a reszta jak mówiłam mnie nie interesuje” – tak…to jest autentyczny cytat! To mówi samo za siebie i obszerniejszego komentarza chyba nie trzeba. Myślałam, że to kolejny nieudany żart… czułam się bezsilna i na prawdę chciało mi się płakać. Pani po tej lekcji już nas nie uczy. Teraz uczy nas pan ratownik medyczny… uczy o ile przyjdzie na zajęcia 🙁 Anatomii staram się uczyć sama, ale czasem po prostu chciałabym, żeby ktoś mi pokazał, wytłumaczył co jak ze sobą współgra… itp… ile mogę tyle robię sama… ale chciałbym, żeby ktoś chociaż to skontrolował czy idę w dobrą stronę. Mam dość traktowania nas uczniów przez prowadzących zajęcia jako kolejnej fuchy, do dorobienia sobie. Na prawdę tak się czuję. Bardzo instrumentalne podejście do uczniów i swojej pracy. Tym bardziej boli fakt, że przecież my- uczniowe mamy potem pracować z ludźmi. Na prawdę bardzo boli mnie ta sytuacja i nie daje spokoju myślom. Nie wiem już co mam robić

Zagadnienia kliniczne – kolejny wydawałoby się bardzo ważny przedmiot. Co robiliśmy na nim? Pani dyktowała(!) książki Pana Zborowskiego a my pisaliśmy w zeszycie… tyle. Czy to coś mi dało? Przecież sama to mogę przeczytać w domu. Jaka jest więc rola nauczyciela? Przecież taki przedmiot to studnia bez dna…Nie było żadnych innych informacji. Opis choroby, wskazania, przeciwskazania, i kolejna i następna. Co gdzie, jak, dlaczego, i jak z tym pracować, z czym łączyć, z czym kojarzyć – z tego nic. Ktoś zrobił ze mnie głupka….

Zajęcia praktyczne – to jest ok. Nie mam porównania jak uczą w innych szkołach, jak prowadzone są zajęcia. To pewnie zostanie zweryfikowane później…

Brakuje mi jeszcze jednego elementu. Jak widać w mojej szkole przedmioty teoretyczne leżą i kwiczą. No właśnie – czy można mówić w szkole masażu o podziale na przedmioty teoretyczne i praktyczne? Przecież to jedna całość. Jak mam być praktykiem skoro nie umiem powiązać pewnych rzeczy z teorią? A czy samą teorią komuś pomogę? Jeśli już mowa o podziale na teorię i praktykę to jest potrzebny jeszcze ktoś, kto pokaże jak to się ze sobą łączy. Odbyłam praktyki w przychodni. I tu właśnie wszystko wyszło na jaw. Co z tego, że choćbym najlepiej na świecie rozcierała, ugniatała itp, jeśli nie będę wiedzieć i widzieć szerzej kogoś, jego choroby, bólu to nie tylko mu nie pomogę ale przecież bardziej zaszkodzę. Przecież na masaż nie przychodzi „lewa dolna kończyna” czy „staw łokciowy” tylko cały człowiek.

Ostatnia sprawa, która chciałam poruszyć to kwestia tego jak wielu ludzi przypadkowo trafia do takich szkół. Bo legitymacja, zniżki, renta itp… Nas było na początku 40, teraz jest 8. Wkurzało mnie strasznie, jak na praktycznych zajęciach coś ćwiczyliśmy a ktoś koło mnie puszczał muzykę na full, na kozetkę wykładał chipsy i spoko…jest impreza..Ile zajęć straciliśmy (my, ci co wiedzą po co przyszli do tej szkoły) przez nich?Długo zbierałam na stół do masażu, taki najzwyklejszy. Kupiłam i cieszyłam się, że wreczcie będę mogła ćwiczyć w domu. Podzieliłam się informacją ze znajomymi z grupy. Część się oburzyła i skomentowała „na serio nie masz na co pieniędzy wydawać?” Większość z tych osób zrezygnowała, ale cześć została. Być może części uda się zdać egzamin… i co wtedy? Nie rozumiem i nigdy nie zrozumie takiego podejścia.

Przede mną ostatni semestr szkoły. Wiem, że muszę się bardzo zmobilizować. Chciałbym zdać egzamin, ale nawet jeśli mi się to uda to wiem, że nie jestem dobrze przygotowana do pracy. Jeśli nie zdam, to nie uznam tego jako własną porażkę, a raczej szansę by więcej się nauczyć i zdać potem, lepiej się przygotować do pracy z ludźmi, tak przecież odpowiedzialnej. Zdaję sobie sprawę, że egzamin państwowy to nie wyrocznia, ale jednak daje on jakieś jakieś porównanie. Marzy mi się kilka szkoleń i kursów. Póki co staram się na nie odłożyć. Zrobiłam na razie jeden – kurs masażu bańką chińską. Tak na początek. Trafiłam na dobry kurs i świetną prowadzącą. I właśnie dzięki takim kursom, Panu, kilku innych osobach i instytucjach wiem, że oprócz mojej ‚szkoły” istnieje jeszcze coś innego. Ludzie i miejsca gdzie uczą pracy z człowiekiem, zarażają pasjami, gdzie po zajęciach człowiek wychodzi i ma wrażenie, że ktoś mu w głowie otworzył jakieś drzwiczki, włączył jakaś lampkę która mi coś oświetli, pomoże zrozumieć…a ja to podam dalej i pomogę innym. Chciałabym, żeby takie coś było normą w szkołach masażu a nie wyjątkiem.

Czuję, że chcę to robić. Ciągle jeszcze mam nadzieję i walczę o to, by robić to co zawsze chciałam i o czym marzyłam. Zdaje sobie sprawę z tego jak długa przede mną droga by nazwać się masażystą w pełni tego słowa znaczeniu.

Jeszcze raz dziękuję za to co Pan zrobił i robi. Czytam, oglądam filmiki i za każdym razem czekam z niecierpliwością na następny. Być może kiedyś uda mi się uczestniczyć w Pana kursie 😉

Cieszę się, że ktoś poruszył i nagłośnił kwestię dotyczącą jakości szkolenia masażystów. Myślałam, że zostałam sama na placu boju jeśli chodzi o moją szkołę i grupę i o to co się dzieje w takich miejscach. Teraz wiem, że problem jest szerszy i nie dotyczy tylko mojej „szkoły”.

PS: To co napisałam jest wielkim skrótem tego co się dzieje. To kilka problemów, które najbardziej kłują mnie w oczy. Jest jeszcze wiele kwestii, ale chyba za dużo by tego było jak na jeden mail ;p

PPS: moja szkoła też ma w statusie „realizujemy program MEN”. Ile jest takich „szkół” jak moja? Nie wiem…

Odpowiedziałem na tę wiadomość w następujący sposób:

Witaj (xxx):

Możesz bez problemu pisać do mnie po imieniu. Zdaje sobie sprawę, że ostatnia sprawa w interwencji to tylko stożek góry lodowej. Dobrze wiem co się dzieje na rynku i w szkołach i dlatego wspólnie z Marcinem (mój wspólnik od portalu) chcemy coś zmienić. Cieszę się, że to napisałaś bo to znaczy, że wreszcie ludzie przestają się bać mówić głośno o tym co ich boli. W kupie siła :) potrzebujemy takich osób więcej. Dlatego mam ogromną prośbę. Chciałbym opublikować Twojego maila. Twoje imie zmienię. To ważne z tego względu, że być może kolejne osoby zaczną mówić o tym głośno. Aby zmienić coś w systemie potrzebujemy mówić jednym głosem. Zatem wyrażasz zgodę?

Dostałem kolejną wiadomość:

W takim razie Rafale – oczywiście zgadzam się na publikację mojego maila (tylko tak jak mówisz, prosiłabym o zmianę imienia). Nie boję się mówić o tym głośno, ale problem w tym, że ja już nie wiem gdzie o tym mówić… dziś wróciłam ze szkoły, znów po awanturze. Tak jak pisałam w poprzednim mailu – rozmowy z dyrekcją nie przynoszą żadnego skutku. Dla mojej szkoły liczą się tylko pieniądze. Nie wiem czy czerpie ona zyski z dofinansowanie z UE (tak jak było to w reportażu), ale my płacimy miesięczne czesne za naukę więc tym bardziej mamy prawo upominać się i walczyć o to co nam się prawnie należy. I właśnie w tym sens, że nasza energia jest pożytkowana na to by dosłownie walczyć o to by anatomia i wiele innych przedmiotów odbywała się na właściwym poziomie ( o ile wogóle się odbywa) a nie na to by się uczyć i rozwijać. W życiu nie pomyślałabym, że edukacja może odbywać się w taki sposób – tym bardziej, że ponoć czuwa nad tym kuratorium, rzekomo realizujemy przecież program MEN. Dałam się oszukać, a myślałam że te instytucje są gwarantem chociaż minimalnego poziomu nauczania – myliłam się. A przecież sprawdzałam jakich przedmiotów się będę uczyć, kto czuwa nad tą szkołą itp. Nie życzę nikomu takiej sytuacji, dlatego postanowiłam napisać do Was, bo widzę że coś robicie w tym temacie i działacie.

Co o tym sądzicie? Czy spotkaliście się z podobnymi sytuacjami? Piszcie proszę do nas, bo to najwyższy czas aby działać wspólnie w celu poprawy jakości edukacji w naszej branży.

Pozdrawiam

Rafał Uryzaj

Podobne tematy:

Interwencja – Polsat

Pseudoszkoły cz.1 – Trigger – wyznania kursantki

Pseudoszkoły cz.2


Udostępnij

Komentarze

komentarze