Portret użytkownika Marcin Banasiński

Kolejne doświadczenie

Szkielet anatomiczny

Miałem dziś nowego pacjenta, 19 letnią dziewczynę. Przyszła z mamą. Wcale się nie dziwię, od 3 lat walczą ze skoliozą, z miernym skutkiem. Nie widziałem dziewczyny wcześniej, ale mama mówiła, że jest znacznie lepiej. Dobra mama, chce pomóc córce, uparcie dąży do celu, wie czym jest skolioza, próbuje wszystkiego. Nie wygląda to tak źle. Lewa w L, prawa w TH. Prawa łopatka wyżej, lewy staw krzyżowo-biodrowy przemieszczony, itd. W/d mojej koncepcji to lewostronny zespół przemieszczenia miednicy.

Konsultacje wyglądają zawsze tak samo. Mierzę, ważę, sprawdzam, testuję i opowiadam. Robię test uruchamiania stawów, moim zdaniem ważnych by przywrócić równowagę w konstrukcji, sprawdzam dysbalans mięśniowy, sprawdzam i utwierdzam się w przekonaniu, że trafiłem z diagnozą. Potem staram się rzeczowo, prostym językiem, opowiedzieć co ja widzę. Pokazuję na sobie mechanizm skoliozy, przedstawiam przykłady i oczywiście przyczyny … bo przyczyna jest najważniejsza. Jej usunięcie da przecież sukces terapeutyczny. Opowiadam zatem ze szczegółami jak mogło do tego dojść, że dziewczyna ma skoliozę, jeden z przykładów to, że w trakcie porodu. Badam również mamę, ma podobne przemieszczenie. Tłumaczę na przykładach aż w końcu postanawiam przynieść rekwizyt. Niosę pół Zenka. Zenek to 180cm model anatomiczny szkieletu a ja przyniosłem tylko od miednicy w górę. Kładę połówkę na macie, pokazuję mechanizm powstawania skoliozy na Zenku, wygląda, że obie łapią o co chodzi … i nagle, pacjentka zakręciła się w miejscu i upadła, straciła przytomność. Rzuciłem się z pomocą, jej mama też. Sprawdzam tętno na szyi, jest! Oddycha też. Oczy otwarte, ale nie patrzą. Mama w nerwach, ja spokojnie, choć zastanawiam się, w czym jest problem, gdzie zawiniłem. Uspokajam matkę, dziewczynę układam w pozycji … budzi się. Nie wie co się stało. Ciśnienie odchodzi, przeżyłem chwilę grozy, choć spokojny byłem, o dziwo. Rozmawiamy z nią, dochodzi do niej co się stało, jest blada, ale czerwień powoli nadchodzi, jest przytomna, przed chwilą ją straciła. Postanawiam zakończyć konsultacje, nie mówić nic ze szczegółami jak to z jej skoliozą. Z Zenka chyba zrezygnuje, działa za bardzo na psychę, jest taki ludzki :-) Odczekujemy jeszcze jakiś czas, rozmawiamy już nie o skoliozie, proponuję badania EEG, RM głowy, tak na wszelki wypadek. Myślimy z mamą klientki to samo, za dużo szczegółów anatomicznych, działa na emocje, dziewczyna jest wrażliwa. Efekt, jak czytacie wyżej.

Dziewczyna poczuła się dobrze, wracają do domu. Za tydzień zaczynamy terapię.

Kochani, zdarzyło Wam się tak? Mnie po raz pierwszy. Całe życie człowiek się uczy. To co dziś mnie spotkało to kolejna nauczka, nowe doświadczenie. Piszę o tym, choć nie jestem z tego dumny, ale dziękuję za doświadczenie, wiem teraz jakie to uczucie i znam swoje możliwości. Co innego ćwiczenia, co innego realia.

Na wszystkich wspólnych szkoleniach, kursach i warsztatach, czy na spotkaniach  DDM (Dzień Dobry Masaż) mówimy o tym, że wywiad to rzecz najważniejsza. Tu zbieramy wszelkie dane, które pomagają nam dobrać odpowiednie działanie mające na celu poprawę samopoczucia naszego pacjenta. Nadal tak twierdzę i twierdzę również, że nasz pacjent powinien wiedzieć co i jak. Mówimy co odkryliśmy, mówimy jakie mamy pomysły, co będziemy robić. Mówimy też jakie mamy obiekcje i z czego one wynikają. Nie ukrywamy niczego, nawet naszej niewiedzy, tłumaczymy dokładnie co wiemy. Tylko, że … po dzisiejszym spotkaniu, zastanawiam się czy wszystkim można opowiadać jak działają mechanizmy tworzenia się dysfunkcji. Może nie jest dobrze, tak dokładnie ze szczegółami opisywać budowę naszego ciała i fizjologię jego działania. Sam nie wiem, ale wiem, że następnym razem będę pytał czy pacjent chce wiedzieć.

Pozdrawiam
Marcin

  • w górę
    50%
  • down
    50%

Komentarze

Portret użytkownika Maciej

Tłumaczyłem kiedyś problem

Tłumaczyłem kiedyś problem dwóm miłym paniom (które właśnie wymasowałem), nie miałem ze sobą żadnych gadżetów, więc postanowiłem pobudzić ich wyobraźnie opowiadając o budowie tuszy kurczaka, którego pomyślałem że nie raz rozbierały. I tak wchodziłem w szczegóły mięśniowo-powięziowe, aż po pewnym czasie jedna z pań nie wytrzymała i zaznaczyła zniesmaczona, że od wielu lat są wegetariankami i wyobrażenie tego kurczaka obniżyło znacząco ich nastrój.

No! To poczułem się jak kretyn, prostak, który nie ma w sobie krzty empatii i profesjonalizmu.

Trochę złagodziłem sytuację przeprosinami i w dalszej części bardziej profesjonalnym zachowaniem, ale chyba już nie były tak zrelaksowane jak wcześniej.

 

P.S.

Odezwały się na szczęście po pewnym czasie prosząc o pomoc, co w tym przypadku bardzo mnie ucieszyło :)

  • w górę
    100%
  • down
    0%
Portret użytkownika Marcin Banasiński

Fajne doświadczenie ...

Fajne doświadczenie ... biorąc (w przenośni) kurczaka za rekwizyt, powinieneś się spytać czy przypadkiem nie są wegetariankami :-P

Chore to jakieś, nie uważasz? Przecież żaden z nas nie ma złych zamiarów, chcemy jak najlepiej.

  • w górę
    50%
  • down
    50%
Portret użytkownika Maciej

Właśnie, czy ja uważam, że to

Właśnie, czy ja uważam, że to chore? No nie. Dalej uważam że to było nieprofesjonalne z mojej strony. Mimo doświadczenia zawodowego i wieloletniego obycia z klientami, wciąż okazuje się, że brak mi wyczucia (empatii).

Wiem, że między innymi moim zadaniem jest edukacja:

  • czy wytłumaczenie ludzkim językiem to co wyklepał lekarz „medycznym slangiem” (co potem powtarzają nie wiedząc o czym mówią),

  • czy omówienie wskazówek fizjoterapeuty, któremu się wydaje że wszyscy pacjenci skończyli medycynę,

  • czy też przeanalizowanie zagmatwanych porad masażystów, którzy często stawiają szybką diagnozę,

  • albo zwyczajnie, wytłumaczenie co może być przyczyną ich dolegliwości,

jednak jak ta edukacja będzie wyglądała, a przede wszystkim jak trafi do klienta/pacjenta, to już kreujemy My.

Musimy mieć na uwadze wrażliwość, emocje, wybory naszych klientów zanim zaczniemy np. (jak to w moim przypadku) wprowadzać rzeźnie do terapii :D .

Nie możemy np. wprowadzać do dyskusji boga, czy religii, gdy ktoś jest niewierzący (bo wyobrażenie sobie, że czyjś terapeuta wierzy w rozmowę z płonącym krzakiem, również nie zostawi pozytywnego wrażenia).

Itd., itp. …

 

P.S.

To taki mój krótki wywód, pod dyskusję oczywiście ...

P.S.2

Wiele osób nie ma złych zamiarów, a jednak rani ;)

  • w górę
    100%
  • down
    0%
Portret użytkownika Jakub Czaja

Każdy z naszych pacjentów

Każdy z naszych pacjentów potrzebuje nieco innego sposobu traktowania - to zależy od jego charakteru, oczekiwań, potrzeb. To bardzo ciężkie socjologicznie zadanie, bo przecież nie jesteśmy kształceni jak być psychologiem, lecz jak dobrze leczyć pacjentów. Znam wielu terapeutów, którzy mają wspaniałe umiejętności manualne i diagnostyczne, lecz nie mają wystarczającej ilości pacjentów, gdyż są całkowicie znieczuleni emocjonalnie, a podczas wywiadu potrafią z częstotliwością maniaka popełniać faux pas... 

Moim zdaniem - szczególnie początkujący terapeuci/masażyści, powinni często pytać pacjentów o wrażenia po terapii, co się pacjentowi podobało, a co nie koniecznie... Można spróbować ankiety, która była by wypełniana po wizycie, z oceną gabinetu, terapeuty, atmosfery itp. Bardzo ważne z mojego punktu widzenia jest też to, abyśmy my korzystali regulanie z zabiegów u innych terapeutów - aby móc cały czas na bierząco konfrontować nasze podejście terapeutyczne oraz podejście innych. Dzięki temu możemy szybko zauważyć lepsze rozwiązania, które później możemy wprowadzić do Naszej praktyki, lub gorsze, które przypomną Nam, że za nic w świecie nie chcemy ich stosować w swoim gabinecie...

  • w górę
    100%
  • down
    0%