Portret użytkownika Marcin Banasiński

moi klienci

jacy oni są, dlaczego akurat oni...

Szkoda, że nikt nie chcę się podzielić swoim pomysłem i odpowiedzieć na moje pytanie zadane w ostatnim wpisie blogowym. Dla przypomnienia pytanie brzmiało: Co, prócz fantastycznego zabiegu, dobrego słowa pozostawiacie swoim klientom? Odpowiedzieć można korzystając z komentarzy.

Ale to nic, ja za to podpowiem Wam co można (co ja zasadniczo robię) zostawić. Tutaj zdradzę tajemnicę ukrytą w „Marketingowym Kursie dla masażystów” do którego serdecznie namawiam. Nie dość, że jedyny taki w Polsce (dla masażystów) to jeszcze pomysły naprawdę trafione. Ja swoim klientom pozostawiam list dziękczynny. Taki miły list z podziękowaniami za to, że wybrali akurat mnie. Niech Wam się to nie wydaje śmieszne! To jest naprawdę dobry pomysł. W jaki sposób napisać taki list? Co powinno być w nim zawarte? Tego wszystkiego dowiecie się z „Marketingowego Kursu dla masażystów”.

Po wyjściu od pierwszego klienta, podążam do następnego. Rzadko kiedy mam wolna chwilę w czasie dnia. W „dobrym dniu”, wychodzę, tak jak już wspomniałem około godz 8.00 a wracam późnym wieczorem.

Kiedyś myślałem, że nie da się tak pracować. Człowiek jest cały dzień w pracy a wymasuje 6-8 do  10 klientów. To zupełnie tyle ile można wymasować pracując stacjonarnie i to w 8 godz. Mam tu oczywiście na myśli zabiegi 40 min. na kręgosłup. Pracowałem tak. Gdzie tu logika, gdzie tu sens. A jednak tak robię, praktykuje Home Care. I powiem Wam, że odpowiada mi to. Dlaczego?

Grupę docelową, którą sobie wybrałem nazwałbym specyficzną. Po pierwsze, to grupa do której umiem trafić, znam ich potrzeby, wiem jak ich znaleźć. To klienci, którzy cenią sobie wygodę i swobodę domowych pieleszy oraz co chyba wydaje się najistotniejsze – dyskrecję. Są tacy jak ja. Po drugie, traktują oni masażystę niemalże jak członka rodziny. Zanim zaczniemy masaż, rozmawiamy o życiu, kinie, książce, polityce. Wymieniamy się poglądami, korzystając z własnej wiedzy doradzamy sobie. Czasami śmieję się, że mógłbym pisać kroniki rodzinne moich klientów, czego oczywiście nie zrobię – bo tajemnica zawodowa i wspomniana dyskrecja – zabrania. Łatwiej jest z nimi pracować, osiągać zaplanowane efekty terapeutyczne, bo są zdyscyplinowani i traktują masaż profilaktycznie. Po trzecie nie są to jednorazowi klienci. Umawiają się co jakiś ściśle określony czas, najczęściej raz w tygodniu. Jedynie co może zaburzyć ten rytm spotkań to nagłe ich wyjazdy służbowe, urlopy, bądź po prostu choroba. Ale można być niemal pewnym, że odezwą się ponownie i umówią się na masaż. Mnie to odpowiada :-)

Następny klient. Ponownie wyciągam stół z samochodu, tym razem domek, bez schodów, nie ma zbytnio targania. Jedno rozstawienie stołu – 3 klientów. Chyba najlepsza sprawa jaka może się trafić masażyście na takim wyjeździe - 3 klientów w jednym miejscu. Czasami tak mam. Co prawda dwoje, troje po kolei, może być ciężko, ale zawsze później jest dojazd do następnego, więc odpoczynek możliwy. Można przecież odpocząć prowadząc samochód. Planując kolejne wizyty u swoich podopiecznych, zawsze ustalam taki czas na dojazdu, bym miał 15-20 min zapasu tylko dla siebie,  na odpoczynek, regenerację sił. Natomiast w „godz. obiadowych” rezerwuję większą ilość czasu na posiłek. Choć przyznam się, że mam takich klientów, którzy obiadem częstują. Może to nic nadzwyczajnego ale zawsze jest mi miło. Rzadko korzystam z takich przywilejów, co innego jeżeli chodzi o napoje zimne, gorące,np: kawa....jak najbardziej. :-)

Odpoczywam więc w czasie dojazdów, przerwy obiadowej, ale i..... nie zawsze mam te dni wypełnione klientami od A do Z. Prócz praktyki masażowej, trzeba mieć czas na inne sprawy, np.: na sprawy urzędowe, związane choćby z prowadzeniem działalności gospodarczej.  Ale o tym w następnym wpisie.

pozdrawiam
Marcin Banasiński

następny wpis

  • w górę
    50%
  • down
    50%