Udostępnij

Przyjmujemy pacjentów w swoich gabinetach, starając pomóc im w ich dolegliwościach jak tylko potrafimy. Prowadzimy z nimi wywiad, często długi i zawiły, poszukując odpowiedzi na pytanie co jest nie tak, dlaczego boli? Testy, pytania, badania obrazowe, badania palpacyjne i wszystko by znaleźć odpowiedź. Dla jednych terapeutów to sprawa prosta, dla drugich już bardziej skomplikowana, inni “po łebkach” przeprowadzają wywiad. Jednak każdy z nas , chce pomóc. Tak mi się wydaje 🙂

Objaw daje wskazówkę gdzie może leżeć przyczyna problemu, zatem szukamy problemu, który często nie “leży” w pobliżu objawu a jest “oddalony” od miejsca bólu znacznie, często nie logicznie … tak by się wydawało. Po przeanalizowaniu fizjologicznych struktur naszego ciała, ich czynności, działania i przeznaczenia, sprawa wydaje się oczywista. To oczywiście “wyższa szkoła jazdy” zarezerwowana dla wysoko wyspecjalizowanych terapeutów. Jakich to terapeutów? Na pewno chodzi o dyplomowanych osteopatów czy fizjoterapeutów (nie po samych studiach), ale też i o doświadczonych masażystów, którzy przepuścili przez swój gabinet masę pacjentów. Pod warunkiem, że pracowali nad nimi ze zrozumieniem, wiecie o co chodzi, prawda?

Nie twierdzę, że szeregowy terapeuta nie jest wstanie wskazać przyczyny problemu, bo są i tacy, na pewno. Potrzebne jest jednak doświadczenie, zdobyte na setkach przepracowanych pacjentach.

Sama diagnoza nie bierze się znikąd. Ogrom wiedzy i właśnie doświadczenie są kluczowe. Zatem nie jest to łatwe.

A gdyby tak uprościć diagnozę do poziomu sprawdzenia balansu, równowagi, symetrii? Gdyby tak właśnie określać problem? Tak globalnie. Byłoby by to znacznie mniej skomplikowane, co nie znaczy, że nie trafione. Z powodu braku balansu ciało jest bardziej skłonne do np: urazów wynikających z przeciążeń czy bóli niesymetrycznych, a te zdarzają się najczęściej. 

Po ukończeniu kursu terapii YUMEIHOⓇ w 2008 roku, zacząłem pracować z pacjentami z różnymi rodzajami dolegliwości nie tylko związanymi z układem ruchu. Bywały też przypadki osób skarżących się na bóle wewnętrzne. W każdym z tych przypadków, stosowałem tą samą diagnostykę, badając strategiczne punkty związane z filozofią tej terapii. Cała diagnoza polega, w przybliżeniu, na ustaleniu czy ciało jest symetryczne a jeżeli nie to co jest tego powodem. Na pierwszy rzut oka można było wyróżnić skrócenie jednej z kończyn dolnych. Najczęściej było to skrócenie pozorne, bo kończyny w rzeczywistości miały tą samą długość. Innym razem szczegółowo opiszę sytuację, teraz skupiam się na samej zasadzie diagnostyki. 

Skrócenie kończyny w przypadku osoby stojącej, daje obraz ułożenia ciała pacjenta, bardziej lub mniej jest to ułożenie asymetryczne. Takie ciało nie może pracować dobrze. Prędzej czy później dojdzie do przeciążenia czegoś tam, bo choć ciało ma tolerancję i to całkiem sporą, nie jest wstanie pracować asymetrycznie permanentnie długo. Skrócenie jednej z kończyn wywołuję rekację łańcuchową w reszcie ciała, jest to reakcja, moim zdaniem, schematyczna. Jakby matematyczny wzór ułożenia, gdzie podstawową daną jest skrócenie kończyny. Schemat niemalże w każdym przypadku jest taki sam. 

Wniosek z tego taki, że diagnostyka w tym przypadku jest konkretnym schematem i jeżeli już to z niewielkimi odchyleniami od normy. Czyż nie jest łatwiej? Czy w takim wypadku nie jest łatwiej pracować z taką osobą? Co Wy na to?


Udostępnij

Komentarze

komentarze